niedziela, 5 stycznia 2014

Rozdział czwarty



Rozdział czwarty
Obudziłem się. Nie mogłem do siebie dojść. Wciąż w uszach dudnił mi dźwięk i słyszałem tylko krzyki moich rodziców. Te słowa zabolały bardziej, niż cokolwiek. Byłem roztrzęsiony, ale wiedziałem, że muszę się pozbierać. Wstałem z podłogi chwiejąc się na nogach. Nie mogłem utrzymać równowagi. Oparłem się o fotel i spojrzałem, że moich rodziców nie ma w domu. W sumie to trochę mi ulżyło. Nie chciałem patrzyć im w oczy. Przynajmniej jeszcze nie dziś. Złapałem się poręczy i z jej pomocą udałem się do łazienki. Stanąłem przed lustrem i nie mogłem uwierzyć, co się właśnie stało. Przed sobą zobaczyłem chłopaka. Chłopaka, który padł ofiarą przemocy domowej. Niestety to była prawda, tak to ja. Moja twarz była cała czerwona. Poliki powoli barwiły się na fioletowy odcień, a pod oczami gościły lima. Był to straszny widok. Idąc ulicą i widząc takiego chłopaka pomyślałbym ,,Jezu, kto go tak urządził., Musiał bardzo przeskrobać., Kto mu to zrobił?’’. Niestety, doszła do mnie myśl, że ja tak na prawdę nic złego nie zrobiłem. W końcu powiedziałem im, że bardziej ciągnie mnie do chłopaków. Sam zacząłem bardziej wierzyć w to, że jestem gejem. Bolało mnie bardzo, że rodzice nie mogą zaakceptować mnie takim jakim jestem. Myślałem, że mają mnie tak głęboko w dupie, że ich już w ogóle nie interesuję. Od momentu kiedy zaczął się ten koszmar nie obchodziło ich nic. A teraz, co tak nagle zabolało ich to, że jestem gejem? Tak nagle zaczęli się mną interesować? No tak, zapomniałem. Moi rodzice, bogaci biznesmeni. Są znani na świecie. Nic im nie mogło zniszczyć reputacji, jak tylko to, że mają syna geja. Chcą by ich syn miał żonę, dzieci. W sumie to, co oni teraz myśleli w ogóle mnie nie obchodziło.
Przemyłem twarz wodą utlenioną. –Cholera- pisnąłem z bólu. Mój wygląd trochę się poprawił. Zszedłem do kuchni, by wziąć lód. Przyłożyłem kostki do twarzy. Bolało okropnie, ale musiałem wytrzymać. Przypomniało mi się, że mam w kieszeni telefon. Wyjąłem go i zobaczyłem, że mam dziesięć nieodebranych połączeń od Nialla. No tak, zaczął się już dzień nauki, a mnie nie było. Pewnie mój przyjaciel dowiedział się, co zaszło w kościele. Martwił się o mnie, a do tego jeszcze nie było mnie dziś w szkole. Nie mogłem iść w takim stanie.
Cały dzień minął strasznie. Byłem zmęczony. Oczy zamykały się z każdą chwilą co raz bardziej. Jednak nie mogłem zasnąć. Cały czas przed oczami miałem obraz moich rodziców, którzy podnoszą na mnie swoje ręce. Cholera. Zacząłem zauważać, że ten dzień był inny. Nie jadłem nic, bo nie mogłem patrzeć na jedzenie. Nie poszedłem do szkoły. Nie spotkałem się ze znajomymi. Nie mogłem spać. To, co robię każdego dnia, teraz stawało się niewykonalne. Może to wszystko, co się zadziało począwszy od kościoła, a skończywszy na obudzeniu się słabym na podłodze musiało mieć miejsce? Może to był moment, kiedy wyrwę się z ciągu tej rutyny, która cały czas zastępowała moje życie? Nie wiem tego, ale miałem taką nadzieję.
Nie zauważyłem, że w sumie nic nie robienie w domu nie jest takie złe. Miałem przynajmniej czas, by pomyśleć na spokojnie nad moim życiem i co się wydarzyło zeszłego wieczoru. Postanowiłem, że nie będę się zmieniać. To, że kościół twierdzi, że to jest choroba i że można z tego wyjść w cale nie miał racji. Ja takim się urodziłem. Nie wybierałem tego. Ale cóż może to i dobrze? Z wypowiedzi moich kolegów słyszałem, że związek z dziewczyną jest nudny. Nie masz wspólnych tematów. Nie możesz pogadać o sporcie, wyjść na piwo. Z kolegą zawsze łatwiej. Takie było moje zdanie i nie chciałem się zmienić.
Usłyszałem pukanie do drzwi. Nie chciałem, by ktoś widział mnie w takim stanie, ale postanowiłem, że zobaczę kto to. Może cos ważnego, coś że widok mojej twarzy nie przeszkadzał w tym. Zszedłem na dół i spojrzałem przez otwór. Zobaczyłem zmartwioną twarz Nialla. Otworzyłem.
-Cześć Lo….O mój Boże, kto ci to zrobił? – krzyknął na mój widok.
-To długa historia, wejdź- powiedziałem i wpuściłem go do środka.
Usiedliśmy na kanapie. Opowiedziałem mu wszystko, co się stało. Był przejęty i przestraszony. Chyba musiało go to zaboleć. Nigdy nie widziałem go w takim stanie. Nie miał nawet takiej miny, kiedy nauczyciel prosił go do tablicy, a on nic nie umiał. Ręce mu się trzęsły. Wylewał powoli wodę ze szklanki na podłogę. Chyba mi ulżyło. Niall i Zain to jedyne osoby, które mogły mi w tej chwili pomóc. W prawdzie przy moim boku siedział tylko jeden, ale wiedziałem, że tamten nic nie wie. Nie miał powodów, by się o mnie martwić. Ale wiedziałem, że zareagowałby tak samo jak Niall. I to mnie trochę cieszyło.
Z pomocą mojego przyjaciela moja twarz doszła do lepszego stanu. Mój stan psychiczny był tak słaby, że gdyby nie on mógłbym sobie coś zrobić. Pomyślałem, że właśnie straciłem swoich rodziców. Nie byłem potrzebny. W sumie jak oni mnie nazwali- byłem nikim. Ale w sercu myślałem, że chociaż trochę tęsknie za swoimi przyjaciółmi. Nie chciałem ich teraz zostawić. Niall wymyślił, że pójdziemy na piwo. W sumie może chociaż koniec dnia będzie lepszy? Nałożyłem sobie na twarz małą warstwę korektora mojej mamy. Nie wyglądałem tak źle. Gdybyś spojrzał teraz na mnie pomyślałbyś, że chłopak się przewrócił, a nie że został ofiarą przemocy domowej. Założyłem czystą bluzkę i wyszliśmy. Ten wieczór był inny jak wszystkie…

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz