Rozdział czwarty
Obudziłem się. Nie mogłem do siebie dojść. Wciąż w uszach
dudnił mi dźwięk i słyszałem tylko krzyki moich rodziców. Te słowa zabolały
bardziej, niż cokolwiek. Byłem roztrzęsiony, ale wiedziałem, że muszę się
pozbierać. Wstałem z podłogi chwiejąc się na nogach. Nie mogłem utrzymać
równowagi. Oparłem się o fotel i spojrzałem, że moich rodziców nie ma w domu. W
sumie to trochę mi ulżyło. Nie chciałem patrzyć im w oczy. Przynajmniej jeszcze
nie dziś. Złapałem się poręczy i z jej pomocą udałem się do łazienki. Stanąłem
przed lustrem i nie mogłem uwierzyć, co się właśnie stało. Przed sobą
zobaczyłem chłopaka. Chłopaka, który padł ofiarą przemocy domowej. Niestety to
była prawda, tak to ja. Moja twarz była cała czerwona. Poliki powoli barwiły
się na fioletowy odcień, a pod oczami gościły lima. Był to straszny widok. Idąc
ulicą i widząc takiego chłopaka pomyślałbym ,,Jezu, kto go tak urządził.,
Musiał bardzo przeskrobać., Kto mu to zrobił?’’. Niestety, doszła do mnie myśl,
że ja tak na prawdę nic złego nie zrobiłem. W końcu powiedziałem im, że
bardziej ciągnie mnie do chłopaków. Sam zacząłem bardziej wierzyć w to, że
jestem gejem. Bolało mnie bardzo, że rodzice nie mogą zaakceptować mnie takim
jakim jestem. Myślałem, że mają mnie tak głęboko w dupie, że ich już w ogóle
nie interesuję. Od momentu kiedy zaczął się ten koszmar nie obchodziło ich nic.
A teraz, co tak nagle zabolało ich to, że jestem gejem? Tak nagle zaczęli się
mną interesować? No tak, zapomniałem. Moi rodzice, bogaci biznesmeni. Są znani
na świecie. Nic im nie mogło zniszczyć reputacji, jak tylko to, że mają syna
geja. Chcą by ich syn miał żonę, dzieci. W sumie to, co oni teraz myśleli w
ogóle mnie nie obchodziło.
Przemyłem twarz wodą utlenioną. –Cholera- pisnąłem z bólu.
Mój wygląd trochę się poprawił. Zszedłem do kuchni, by wziąć lód. Przyłożyłem
kostki do twarzy. Bolało okropnie, ale musiałem wytrzymać. Przypomniało mi się,
że mam w kieszeni telefon. Wyjąłem go i zobaczyłem, że mam dziesięć
nieodebranych połączeń od Nialla. No tak, zaczął się już dzień nauki, a mnie
nie było. Pewnie mój przyjaciel dowiedział się, co zaszło w kościele. Martwił
się o mnie, a do tego jeszcze nie było mnie dziś w szkole. Nie mogłem iść w
takim stanie.
Cały dzień minął strasznie. Byłem zmęczony. Oczy zamykały
się z każdą chwilą co raz bardziej. Jednak nie mogłem zasnąć. Cały czas przed
oczami miałem obraz moich rodziców, którzy podnoszą na mnie swoje ręce.
Cholera. Zacząłem zauważać, że ten dzień był inny. Nie jadłem nic, bo nie
mogłem patrzeć na jedzenie. Nie poszedłem do szkoły. Nie spotkałem się ze
znajomymi. Nie mogłem spać. To, co robię każdego dnia, teraz stawało się
niewykonalne. Może to wszystko, co się zadziało począwszy od kościoła, a
skończywszy na obudzeniu się słabym na podłodze musiało mieć miejsce? Może to
był moment, kiedy wyrwę się z ciągu tej rutyny, która cały czas zastępowała
moje życie? Nie wiem tego, ale miałem taką nadzieję.
Nie zauważyłem, że w sumie nic nie robienie w domu nie jest
takie złe. Miałem przynajmniej czas, by pomyśleć na spokojnie nad moim życiem i
co się wydarzyło zeszłego wieczoru. Postanowiłem, że nie będę się zmieniać. To,
że kościół twierdzi, że to jest choroba i że można z tego wyjść w cale nie miał
racji. Ja takim się urodziłem. Nie wybierałem tego. Ale cóż może to i dobrze? Z
wypowiedzi moich kolegów słyszałem, że związek z dziewczyną jest nudny. Nie
masz wspólnych tematów. Nie możesz pogadać o sporcie, wyjść na piwo. Z kolegą
zawsze łatwiej. Takie było moje zdanie i nie chciałem się zmienić.
Usłyszałem pukanie do drzwi. Nie chciałem, by ktoś widział
mnie w takim stanie, ale postanowiłem, że zobaczę kto to. Może cos ważnego, coś
że widok mojej twarzy nie przeszkadzał w tym. Zszedłem na dół i spojrzałem
przez otwór. Zobaczyłem zmartwioną twarz Nialla. Otworzyłem.
-Cześć Lo….O mój Boże, kto ci to zrobił? – krzyknął na mój
widok.
-To długa historia, wejdź- powiedziałem i wpuściłem go do
środka.
Usiedliśmy na kanapie. Opowiedziałem mu wszystko, co się
stało. Był przejęty i przestraszony. Chyba musiało go to zaboleć. Nigdy nie
widziałem go w takim stanie. Nie miał nawet takiej miny, kiedy nauczyciel
prosił go do tablicy, a on nic nie umiał. Ręce mu się trzęsły. Wylewał powoli
wodę ze szklanki na podłogę. Chyba mi ulżyło. Niall i Zain to jedyne osoby, które
mogły mi w tej chwili pomóc. W prawdzie przy moim boku siedział tylko jeden,
ale wiedziałem, że tamten nic nie wie. Nie miał powodów, by się o mnie martwić.
Ale wiedziałem, że zareagowałby tak samo jak Niall. I to mnie trochę cieszyło.
Z pomocą mojego przyjaciela moja twarz doszła do lepszego
stanu. Mój stan psychiczny był tak słaby, że gdyby nie on mógłbym sobie coś
zrobić. Pomyślałem, że właśnie straciłem swoich rodziców. Nie byłem potrzebny.
W sumie jak oni mnie nazwali- byłem nikim. Ale w sercu myślałem, że chociaż
trochę tęsknie za swoimi przyjaciółmi. Nie chciałem ich teraz zostawić. Niall
wymyślił, że pójdziemy na piwo. W sumie może chociaż koniec dnia będzie lepszy?
Nałożyłem sobie na twarz małą warstwę korektora mojej mamy. Nie wyglądałem tak
źle. Gdybyś spojrzał teraz na mnie pomyślałbyś, że chłopak się przewrócił, a
nie że został ofiarą przemocy domowej. Założyłem czystą bluzkę i wyszliśmy. Ten
wieczór był inny jak wszystkie…
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz