Rozdział trzeci
Tak, jak myślałem. 50 minutowe pieprzenie księdza o tym, że
kobieta może być tylko z mężczyzną i na odwrót nie miało kompletnie sensu.
Zastanawiam się po co ksiądz wbija do głowy takiej małej dziewczynce (wprawdzie
ma 13 lat, ale to jeszcze dziecko), że osoby, którym podoba się ta sama płeć to
cyborgi, a nie ludzie. Z jego ust również padły słowa, że ludzie bi i
homoseksualni nie mają wstęp u do kościoła. Gdy ja byłem mały ksiądz zawsze
powtarzał, że Bóg jest otwarty na wszystkich. Na samobójców, cholernych
grzeszników itp. To, że ktoś nie jest heteroseksualny w cale nie oznacza, że
jest gorszy. Ile się słyszy o pedofilach w kościele. Niech sami spojrzą na
siebie, a nie oceniają innych. Nie maja prawa. Tak się wkurzyłem, że nie
zauważyłem, że mała Lucy nie może za mną nadążyć. Słowa tego kapłana bardzo
mnie zabolały. Nie dość, że moja rodzina sypie się (chyba tylko ja to
zauważam), to jeszcze ksiądz mi musiał dokopać. Nie miałem dziś na nic ochoty.
Przykleiłem sobie na twarz uśmiech. Nie chciałem, by Lucy cos zauważyła.
Gdy dotarliśmy na miejsce, Niall zauważył, że coś ze mną nie
tak. Nie chciałem z nim o tym akurat dzisiaj gadać. Byłem zdołowany, a chciałem
w domu porozmawiać z moimi rodzicami. On wiedział, że interesuję się dziewczynami,
jak i chłopakami. Wcale nie przeszkadzało mu to. Powiedziałem mu tylko, że jak
twoja siostra powie ci o czym było to spotkanie to wszystko zrozumiesz.
Puściłem mu fałszywy uśmiech i pobiegłem do domu…
W drodze modliłem się, by moi rodzice byli na miejscu. W
końcu mam o jeden temat więcej. Muszę im w końcu powiedzieć. Wierzę w Boga, ale
do księży nie mam szacunku. Oczywiście co do niektórych.
Będąc pod domem zobaczyłem, że pali się światło. Odetchnąłem
z ulgą. Wytarłem łzy, które spływały, gdy tylko myślałem, że to był błąd, że
tam dzisiaj poszedłem. Ale Niall nie wiedział o tym, co się będzie tam działo.
Nie byłem na niego zły. W końcu to mój przyjaciel.
Wszedłem do środka. Moi rodzice pili wino z kieliszków.
Chyba byli uzależnieni. Wczoraj alkohol, dzisiaj alkohol. Ile można. Ale to
było w tej chwili najmniej ważne. Widząc ich w salonie rozebrałem się i
podszedłem do nich. Dziś w szkole myślałem, co im powiem. Chciałem opowiedzieć
trochę o swoim życiu. Co się teraz dzieje. Zainteresować ich chociaż trochę
mną. Ale wszystkie te tematy spadły na drugi plan. Po dzisiejszym wieczorze w
kościele postanowiłem, że muszę im powiedzieć o tym, że jestem bi, chociaż w
środku czułem że chyba bardziej ciągnie mnie do chłopaków, niż do dziewczyn.
-Hej! – krzyknąłem, lecz nie usłyszałem odpowiedzi.
Postanowiłem podjąć kolejne próby – możemy pogadać?
Nigdy nie zadałem im takiego pytania. Nie pamiętam, abym
kiedykolwiek zwierzał im się z moich problemów. Oni spojrzeli na siebie i
pokazali, że mam koło nich usiąść. Zrobiłem to niechętnie.
-Jak tam z Lucy?- spytała się mama.
-Dobrze, muszę wam coś powiedzieć- wydusiłem z siebie.
-Co?
-Co byście powiedzieli, gdybym był biseksualny, to znaczy,
gdyby mnie ciągnęło do dziewczyn i chłopców?
-Błagam Cię, powiedz, że nie jesteś! – moja mama krzyknęła
ze łzami w oczach.
- A do kogo cię bardziej ciągnie? – zapytał się mnie tata.
-Chyba do chłopaków- odpowiedziałem trochę zmieszany.
Zaczęli kipieć ze wściekłości. Moja własna matka podeszła do
mnie uderzyła mnie w twarz. Mój własny ojciec zrobił to samo, tylko że z
drugiej strony. Nie wiem, który cios bardziej bolał. Upadłem na ziemię. Tak
mnie zamroczyło, że nic przed sobą nie widziałem. Do moich uszu dobiegły tylko
krzyki:
,,Nie mamy syna”, ,,Nie wierzę, nasz syn to pedał, ciota,
szmata – jest nikim’’. Te słowa uderzyły we mnie tak, jak chyba nic wcześniej.
Usłyszałem za sobą trzask drzwi. Pomyślałem ,,tak, dzisiejszy dzień był inny,
niż wszystkie’’
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz