niedziela, 5 stycznia 2014

Rozdział trzynasty



Rozdział trzynasty
Zbliżałem się. Tak jak myślałem. Wybieranie nowego łóżka to był pretekst. Widziałem z daleka, że żadnego sklepu z meblami tam nie ma.  Moi przyjaciele mnie oszukali. Może po prostu chcieli mnie wyciągnąć, a nie wiedzieli jak to zrobić? Nie byłem na nich zły.
Zobaczyłem numerek na drzwiach. Tak, to tutaj – pomyślałem. Nacisnąłem dzwonek, jednak nikt mi nie otwierał. Próbowałem jeszcze raz. Zacząłem nawet walić w drzwi. Niestety, to też nie poskutkowało. Pewnie chcą mi zrobić jakiś kawał - powiedziałem sam do siebie. No cóż, raz kozi śmierć. Nacisnąłem klamkę. Tak jak się spodziewałem. Drzwi były otwarte. Wsunąłem lekko głowę do przodu i zobaczyłem ciemność. Nic nie mogłem zauważyć. Zapaliłem światło. Nagle kupa ludzi wyskoczyła z różnych pokoi. Usłyszałem krzyki i wesołe śpiewanie - ,,Happy Birthday Louis!’’.
Strasznie się wzruszyłem. Nigdy nikt mi nie zrobił takiej niespodzianki. Wiedziałem, że za tym wszystkim na pewno stoją Niall i Zain. Tak, z pewnością to najlepsi przyjaciele pod słońcem.
Podziękowałem wszystkim za życzenia. Kiedy mój ostatni prezent trafiał do moich rąk, nagle poczułem, że ktoś zawiązuje mi chustkę wokół oczu. Znowu zobaczyłem ciemność. Moi znajomi złapali mnie za ręce i zaprowadzili do salonu. Na mojej twarzy malował się co raz większy uśmiech. Usłyszałem ,,Lou jesteś gotowy? Uwaga, raz, dwa, trzy!’’. Przed sobą zobaczyłem Nialla i Zaina, a obok nich ogromny tort. Nie wiedziałem, co mam powiedzieć. Przecież moje słowa nie wyrażą tego wszystkiego, co dzieje się ze mną w środku. Był to pierwszy dzień w moim życiu, w którym poczułem się naprawdę szczęśliwy. Nawet takich urodzin nie mógłbym sobie wyobrazić. Było cudownie!
Minęła może godzina. Ten czas strasznie szybko leciał. Na mojej twarzy widniał ogromny, szczery uśmiech. Dzisiejszego wieczoru w ogóle mnie nie opuszczał. Myślałem, że impreza rozkręciła się na dobre. Było bardzo dużo alkoholu, jedzenia i ludzi. Ale moi przyjaciele nie chcieli skończyć mnie zaskakiwać. Powiedzieli, że ktoś na mnie czeka. Nie mogłem wymyślić o kogo chodzi. Bez zastanowienia zaprowadzili mnie na górę, do sypiali. Otwierając drzwi spostrzegłem, że tam ktoś jest.
- O cholera! – krzyknąłem z wrażenia. Tak, to był ten chłopak z klubu. Ten, który miał nieziemsko piękne loki. Ten sam, który się do mnie uśmiechnął.
- No to zostawimy was samych. Macie całą noc dla siebie – usłyszałem słowa Zaina i po chwili trzask drzwi.
- Co ty tu robisz? – zapytałem i jeszcze nie mogłem w to uwierzyć, że wreszcie mogę go poznać.
- Posłuchaj. Tamtego wieczoru kiedy cię zobaczyłem, coś się ze mną stało. Wiem, że widziałem cię pierwszy raz w życiu, ale nie mogłem o tobie zapomnieć. Cały czas myślałem o twojej posiniaczonej twarzy. Widzę, że teraz jest lepiej. To dobrze. Nie dawałeś mi spokoju. Zacząłem cię szukać. Co wieczór chodziłem do tego klubu, by wreszcie cię spotkać. Jednak nie udało mi się. Wczoraj byli ci dwaj twoi przyjaciele na imprezie. Podeszli i się zapytali, czy jestem tym loczkiem z twoich opowiadań. Pomyślałem, tak to ty. Więc dzisiaj przyszedłem. W jednym zdaniu. Louis chyba się w tobie zakochałem.
Boże – pomyślałem. To wszystko, co on powiedział i jak powiedział było niesamowite. Doszedłem do wniosku, że ja chyba czuję do niego to samo. Uśmiechnąłem się do niego i powiedziałem:
- Ja chyba w tobie też, loczku
-  jestem Harry, ale loczek też może być – powiedział – Chodź, usiądź koło mnie.
Zaczęliśmy rozmawiać. Godziny tak szybko mijały. Czułem do niego coś innego, niż do Nialla i Zaina. Z pewnością to było coś więcej. Harry, to takie słodkie imię. Naprawdę do niego pasuje. Czas mijał, a my nie mogliśmy się sobą nacieszyć. Poczułem, że to moja druga połówka. Z pewnością, był to najlepszy wieczór w moim życiu, a szykowało się na coś jeszcze lepszego…

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz