Rozdział pierwszy
-Cześć, już jestem!- zawołałem wchodząc do mojego ogromnego
domu. Mój uśmiech po udanym dniu w szkole szybko zniknął, bo pomyślałem jaki ja
jestem głupi, że nie przyzwyczaiłem się jeszcze do samotności. Podczas rozmów
samym z sobą miałem jednak nadzieję, że ktoś mnie słucha.
-No tak. Przecież zawsze jestem sam. Moich rodziców nigdy nie
ma –odrzekłem. Pomyślałem, że już pora skończyć ten bezsensowny monolog.
Odłożyłem plecak i udałem się do kuchni. Zrobiłem sobie gorącą czekoladę.
Mniam, pycha! Ten gorący napój sprawiał, że choć na chwilę pojawiał się uśmiech
na mojej twarzy. Wziąłem łyk , usiadłem przy ośmioosobowym stole (nie wiem po
co taki wielki) i zacząłem rozmyślać co się dzisiaj wydarzyło. Moją chwilę
przyjemności przerwał dzwonek telefonu. Wyjąłem go z kieszeni i spojrzałem na
ID. Na wyświetlaczu pojawił się napis ,,Zain”. Odebrałem.
-Cześć, chciałbyś pójść dzisiaj ze mną i Niallem na imprezę…
- powiedział, a szmery i krzyki wydobywające się z drugiej strony telefonu
spowodowały, że nie usłyszałem dokończenia pytania. Pomyślałem, że fajnie by
było, ale miałem tyle nauki i bardzo mi się nie chciało wychodzić dziś z domu.
Nie zastanawiałem się nad tym, co Zain chciał mi jeszcze powiedzieć. Odrzekłem
coś w stylu ,, nie dzięki, może innym razem’’ i odłożyłem telefon. Ucieszyłem
się, że ktoś jeszcze o mnie pamięta. Tak, Zain i Niall to moi najlepsi
przyjaciele. Fajnie, że mam kogoś komu mogę się wyżalić, z kim mogę pogadać.
Szkoda, że tymi osobami nie byli moi rodzice. Trudno, przywykłem do tego. W
ciągu ostatnich ośmiu lat mój każdy dzień wyglądał tak samo. Codzienne samotne
śniadanie, szkoła, samotny obiad, nauka i spanie. Może czasami jakieś wyjście z
przyjaciółmi, impreza. Tak, moje życie było i jest monotonne. Wpadłem w pewnego
rodzaju rutynę. Niestety, nie ma nikogo kto by mnie z niej wyciągnął. Nie mam
dziewczyny. Jestem bi, ale nikomu to nie przeszkadza. To chyba dobrze. Nie
muszę się męczyć z ludźmi – problemami, którzy takich osób jak ja nie tolerują.
Nie rozumiem dlaczego. Nawet, gdybym był gejem nie wstydziłbym się tego. To
miłość i to miłość. Może trochę inna, ale w końcu miłość.
Moja czekolada tak mnie wciągnęła, że kompletnie straciłem
poczucie czasu. Zobaczyłem, że nie długo wieczór, a ja mam jeszcze naukę. Nie
było jej wprawdzie dużo, ale chciałem ją jak najszybciej skończyć. Myślę, że
jestem dobrym uczniem. Dostaje przeważnie czwórki i piątki. Nikt nie przezywał mnie od kujonów
itp. Moje życie szkolne jest całkiem ok. To znaczy dobrze się uczę, nie mam
problemów, nikt nie przezywa mnie, że jestem bi i że mam trochę dziewczęcą
(delikatną) twarz. Moje życie to plątanina szkoły i samotności. Tak, moje życie
po za szkołą jest do dupy. Nawet, jak moi rodzice są w domu nie mają czasu,
albo po prostu chęci ze mną pogadać. Chciałbym im nawet powiedzieć, co dzieje
się na porządku dziennym. Na przykład, że Niall coś powiedział na lekcji i jaka
była z tego beka, albo nawet że dostałem najlepszą ocenę z klasy z ciężkiego
sprawdzianu. Nie, moich rodziców obchodziło tylko to, czy nie chce zmienić
telefonu, czy mój telewizor w pokoju, który ma 63 cali nie jest za mały. Miałem
to wszystko gdzieś. I tak telewizji prawie w ogóle nie oglądałem.
Nie mogłem się skupić na odrabianiu pracy domowej. Bolało
mnie to, że ja tak cholernie ciężko się staram, by brak rodzicielskiej miłości
nie odbiło się na nauce. Ja teraz ślęczę nad książkami, a moi rodzice piją
szampana w towarzystwie innych biznesmenów. To jest nie fair.
Myślę, że nie spędziłem na nauce więcej, niż godziny.
Sądziłem, że jest tego trochę więcej. Pomyślałem, że nie mam dziś na nic więcej
siły. Położyłem się na kanapie trzymając w ręku szklankę ze schłodzonym 7up’em.
Nie zauważyłem kiedy tak to szybko wypiłem. Odłożyłem szklankę na ziemię,
przykryłem się kocem i usnąłem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz