Rozdział piąty
Tak jak myślałem. Niall zatańczył chyba z każdą dziewczyną.
Dobrze się bawił, ale nie przeszkadzało mi to. Nie chciałem, żeby przejmował
się moimi problemami. Nie miałem dziś humoru do zabawy. Ale może wyjście z tego
chorego domu z kumplem na imprezę trochę mi ulży? Może chociaż trochę zapomnę,
co się w ostatnim czasie działo. Jednak przeceniałem swoje możliwości. To było
silniejsze ode mnie. Nie potrafiłem zapomnieć dotyku dłoni matki i ojca na
mojej twarzy. Jeszcze gorszy ból sprawiała myśl, o tym jak mnie nazwali.
Szmata. No tak, po moich rodzicach nie mogłem się niczego więcej spodziewać.
Byłem pewny, że będą na mnie źli, ale w sercu miałem nadzieję, że choć trochę
mnie zrozumieją, wybaczą. Ale w końcu dotarło do mnie, jak bardzo się myliłem.
-Hej, jestem Cheryl! –
krzyknęła do mnie dziewczyna siedząca obok mnie. Nie zauważyłem, kiedy
do mnie podeszła. Siedziałem przy barze, a moje oczy skierowane były na piwo,
które trzymałem w rękach. Nie chciałem na nią spojrzeć. Nie chciałem, by
zobaczyła w jakim jestem stanie. Co by było, gdyby zobaczyła cienką warstwę
podkładu na mojej buzi. Wyśmiała by mnie, a ja nie miałem ochoty się jej
tłumaczyć.
-Cześć, nazywam się Louis- odparłem nie patrząc się w jej
oczy – przepraszam cię, ale nie mam dzisiaj nastroju do gadania. Może kiedy
indziej?
-Jasne, nie ma sprawy. Widzę, że coś się dzieje, ale nie
chcę cię męczyć pytaniami. Wiem, jak to jest. Jeżeli chcesz, żeby ci ulżyło
chodź ze mną – powiedziała.
Pomyślałem, że co mi szkodzi. Odstawiłem alkohol i udałem
się za nią. Szliśmy przez ciemny korytarz. Zastanawiałem się dokąd mnie
prowadzi. Po chwili weszliśmy do pokoju.
-Słuchaj nie mam dzisiaj ochoty na seks- powiedziałem, bo
wiedziałem, co się szykuje.
-Szkoda, myślałam, że poprawię ci humor, jestem w tym naprawdę
dobra. Ale jeżeli nie to może co innego? – zapytała się wyciągając coś spod
bielizny. Moim oczom ukazał się mały woreczek z białym proszkiem. Wiedziałem,
że to są narkotyki. Nigdy nie próbowałem. Słyszałem tylko od chłopaków, że to
pomaga, że czujesz ulgę. Pomyślałem, że kiedyś musi być ten pierwszy raz.
Spojrzałem na dziewczynę i dałem jej znać, że tego potrzebuję. Ona zamknęła
drzwi na klucz i podała mi torebkę. Wysypałem trochę na stoliczek. Wiedziałem,
jak to się robi. Czytałem dużo o tym w internecie, jednak nie miałem odwagi
spróbować. Wyciągnąłem z kieszeni cienki banknot i zwinąłem go w rulonik.
Minęło może dwadzieścia sekund i było już po. Zobaczyłem, że
na stole nie ma śladu. Zrobiłem to. To była pierwsza myśl, która napłynęła mi
do głowy. Może byłem i nawet trochę z siebie dumny.
Zapłaciłem dziewczynie za działkę i pożegnałem się z nią. Było
mi trochę słabo, więc poszedłem do toalety. Miałem wrażenie, że nic nie
pamiętam, co się stało przed wejściem do pokoju. Zapomniałem o moim domu, o
moich rodzicach. Nie obchodziło mnie to. Tak właśnie na mnie działały
narkotyki. Nie mogłem przestać się śmiać. Nie wiem czemu, ale miałem bardzo
dobry humor. Widziałem wszystko w różowych barwach. Może to i głupie, ale to
uczucie przypominało trochę, jakbym był pijany. Chociaż nie, alkohol tak na
mnie nie działa.
Przemyłem twarz i spojrzałem w lustro. Widziałem podwójnie.
Nie mogłem złapać ostrego obrazu. Wszystko mi się rozmazywało. Ale było warto.
Co z tego, że przez narkotyki widzę inaczej, ale chociaż nie pamiętam o mojej
chorej rodzince. To było warte każdej ceny. Dopiero teraz zobaczyłem, jak
bardzo ich nienawidzę.
-Jezu Louis, co ci się stało? – krzyknął przestraszony
Niall. Nie wiedziałem o co chodzi. Nie widziałem go za ostro, wciąż miałem
halucynacje. Po zapachach mogłem domyślić się, że znajduję się w toalecie.
Spojrzałem na telefon, by zobaczyć, która godzina.
-O kurde! – krzyknąłem, gdy dotarło do mnie, że dochodzi już
druga nad ranem i zacząłem się głośno śmiać. Mój przyjaciel przestraszył się
mojego zachowania. Nie wiem dlaczego to zrobiłem. Ale najbardziej
przestraszyłem się, że nic nie pamiętam. Film urwał mi się, gdy ostatni raz
wspomniałem o rodzicach. Widocznie potem musiałem upaść na podłogę i zasnąć.
Mój uśmiech cały czas gościł na mojej twarzy. Nie mogłem się go pozbyć. Był,
jak taki rzep, który przyczepia się do psiego ogona. Widocznie tak działały na
mnie narkotyki. Faktycznie poprawiały humor i pozwalały zapomnieć o przykrych
sprawach. W moim przypadku tych rodzinnych.
Zorientowałem się, że mój przyjaciel czeka na odpowiedź. Nie
wiedziałem co teraz zrobić. Nie mogłem ułożyć zdania. Słowa mi się nie kleiły.
Nagle z moich ust wyrwał się śmiech. Nie panowałem nad tym.
-Ej, Tommo co się z tobą dzieje? Najpierw widzę cię
brutalnie pobitego i w słabym stanie psychicznym. Potem wyciągam cię na
imprezę, a ty znikasz nie wiadomo gdzie i z kim. Później po pięciu godzinach
znajduję cię w kiblu i widzę, jak słodko śpisz. I kiedy udaje mi się ciebie
obudzić, ty nie odpowiadasz na moje pytania, tylko śmiejesz się, jak jakiś
nienormalny. Sorry, ale to jest dziwne. Jeszcze parę godzin temu wyglądałeś
tak, jakbyś chciał sobie coś zrobić, a teraz masz taki dobry humor, jakbyś
wygrał w totka- powiedział przestraszonym, ale troskliwym głosem.
-Przepraszam cię Niall, wypiłem jedno piwo, zrobiło mi się
słabo i musiałem usnąć – odparłem ze smutkiem w głosie, że okłamuje
przyjaciela, który tak bardzo się o mnie martwi. On jednak nie zauważył tego,
bo mój uśmiech wszystko maskował.
-Dobra, nie ważne. Jutro wrócimy do tej rozmowy, kiedy
odpoczniesz. Chodź, wychodzimy- powiedział.
Nie miałem już na nic siły, więc się zgodziłem. Wyszliśmy z
łazienki. Zobaczyłem dziewczynę, która doprowadziła mnie do takiego stanu.
Uśmiechnęła się do mnie i poszła z kolejnym ,,klientem’’. Zastanawiałem się, po
co ona to robi. Pewnie tylko dla kasy. Dla kasy, która zniszczyła moje życie.
Nagle tę myśl przerwał widok pewnego chłopaka. Rzucał się w oczy. Może nie on,
ale jego piękne loki. Było coś w nim, czym przyciągał. Przynajmniej mnie.
Chciałem podejść, pogadać, ale Niall ciągnął mnie za rękę. Tamten chłopak chyba
zorientował się, że nie mogę oderwać od niego wzroku. Uśmiechnął się do mnie i
puścił mi oczko. To było urocze.
Wyszliśmy z klubu i pojechaliśmy do mojego domu. Fajnie, że
Niall zaopiekował się mną. Kiedy zorientował się, że nie może już nic więcej
zrobić, zostawił mnie samego w mojej ogromnej willi i sam udał się do domu.
Widać, że był bardzo zmęczony, dlatego nie protestowałem i pobiegłem do siebie.
Słyszałem rozmowy rodziców z sypialni. Nie chciałem iść do
nich. Pewnie kiedyś, jako mały chłopiec poszedłbym teraz tam i przytulił moja
mamę. Przeczytałaby mi książkę na dobranoc i usnęlibyśmy wszyscy w trójkę. Tak,
w czasach dzieciństwa to było fajne. Ale teraz myślałem tylko o tym by położyć
się spać i o pięknych, brązowych lokach.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz