Hej, ten rozdział jest wyjątkowo krótki.
Rozdział ósmy
Doszedłem do wniosku, że ten cały odwyk, to może nie taki
zły pomysł. Wiedziałem, że sam sobie z tym problemem nie poradzę. Potrzebuję
pomocy, bo nie długo narkotyki zupełnie zniszczą moje zdrowie i życie.
Bałem się. Nie chciałem tam jechać, ale wiedziałem, że ten
moment kiedyś musi nadejść. Byłem wdzięczny przyjaciołom, że tak się mną
przejęli. To oni spowodowali, że uwierzyłem na sto procent, że to dobre wyjście.
Już się nie bałem, ale musiałem powiedzieć w końcu rodzicom o moich planach na
przyszłość. W ogóle powinni wiedzieć o narkotykach. Jednak ja nie potrafiłem
sprostać temu zadaniu. To było dla mnie za trudne. Potrzebowałem czasu, bo
spojrzeć im prosto w oczy, po tym co mi zrobili. Poprosiłem więc Nialla i Zaina
by mi pomogli. Oni byli moją ostatnią deską ratunku.
-Dzień dobry – zaczął Niall i skierował swój wzrok na moich
rodziców – musimy porozmawiać o państwa synu.
-My nie mamy syna- odrzekł mój tata.
-Jak nie? Czemu pan plecie takie głupoty? Co on wam zrobił,
że tak go nienawidzicie?- zapytał wściekły Zain.
-Boże, czy wy o niczym nie wiecie? Louis jest gejem! Pieprzy
się z chłopakami, z kolegami ze swojej klasy! – wybuchła mama.
-No i co z tego! To, że on lubi chłopców nie oznacza, że
jest inny i że jest nikim – bronił mnie Niall. Cieszyłem się, że trzymają moją
stronę. Chociaż ostatnie słowa trochę mnie zabolały. Słowo ,,nikim’’
przywoływało mnie o ciarki.
-Ta rozmowa nie ma sensu Niall – wtrącił się Zain – już
będziemy wychodzić, tylko chcemy państwu coś powiedzieć. Otóż państwa syn się
stoczył na samo dno. Nie wiem, jak można być tak ślepym i tego nie zauważać.
Ale wracając do rzeczy. Popadł w nałóg. Uzależnił się id narkotyków. Państwo
mieli już swoją szansę zaopiekowania się nim i nie wykorzystali jej. Teraz ja i
Niall przejmujemy pałeczkę. Zabieramy go na odwyk.
-On i narkotyki, i odwyk? – zapytał kipiący ze złości
ojciec.
-Tak – odpowiedzieli razem Niall i Zain
-Boże Jay mówiłem ci, że już nie mamy syna? Tak, teraz
jestem tego pewien. To zwykły ćpun i szmata. Nie chcę go znać, tak nam zniszczy
reputację, że stracimy wszystko! – wykrzyczał mój ojciec i wybiegł z domu.
Widziałem i słyszałem wszystko. Nie mogłem w to uwierzyć, co
się stało. To z pewnością mnie przerasta.
Moi przyjaciele wiedzieli moją minę. Podeszli i przytulili
mnie. Tak, to teraz było to, czego na prawdę potrzebowałem. Miłości. Trudno, że
otrzymywałem ją od przyjaciół, a nie od rodziców. Ale to znaczyło dla mnie
wiele. Nie potrzebowałem narkotyków. Po prostu, potrzebowałem ich.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz