niedziela, 5 stycznia 2014

Rozdział ósmy



Hej, ten rozdział jest wyjątkowo krótki.
Rozdział ósmy
Doszedłem do wniosku, że ten cały odwyk, to może nie taki zły pomysł. Wiedziałem, że sam sobie z tym problemem nie poradzę. Potrzebuję pomocy, bo nie długo narkotyki zupełnie zniszczą moje zdrowie i życie.
Bałem się. Nie chciałem tam jechać, ale wiedziałem, że ten moment kiedyś musi nadejść. Byłem wdzięczny przyjaciołom, że tak się mną przejęli. To oni spowodowali, że uwierzyłem na sto procent, że to dobre wyjście. Już się nie bałem, ale musiałem powiedzieć w końcu rodzicom o moich planach na przyszłość. W ogóle powinni wiedzieć o narkotykach. Jednak ja nie potrafiłem sprostać temu zadaniu. To było dla mnie za trudne. Potrzebowałem czasu, bo spojrzeć im prosto w oczy, po tym co mi zrobili. Poprosiłem więc Nialla i Zaina by mi pomogli. Oni byli moją ostatnią deską ratunku.
-Dzień dobry – zaczął Niall i skierował swój wzrok na moich rodziców – musimy porozmawiać o państwa synu.
-My nie mamy syna- odrzekł mój tata.
-Jak nie? Czemu pan plecie takie głupoty? Co on wam zrobił, że tak go nienawidzicie?- zapytał wściekły Zain.
-Boże, czy wy o niczym nie wiecie? Louis jest gejem! Pieprzy się z chłopakami, z kolegami ze swojej klasy! – wybuchła mama.
-No i co z tego! To, że on lubi chłopców nie oznacza, że jest inny i że jest nikim – bronił mnie Niall. Cieszyłem się, że trzymają moją stronę. Chociaż ostatnie słowa trochę mnie zabolały. Słowo ,,nikim’’ przywoływało mnie o ciarki.
-Ta rozmowa nie ma sensu Niall – wtrącił się Zain – już będziemy wychodzić, tylko chcemy państwu coś powiedzieć. Otóż państwa syn się stoczył na samo dno. Nie wiem, jak można być tak ślepym i tego nie zauważać. Ale wracając do rzeczy. Popadł w nałóg. Uzależnił się id narkotyków. Państwo mieli już swoją szansę zaopiekowania się nim i nie wykorzystali jej. Teraz ja i Niall przejmujemy pałeczkę. Zabieramy go na odwyk.
-On i narkotyki, i odwyk? – zapytał kipiący ze złości ojciec.
-Tak – odpowiedzieli razem Niall i Zain
-Boże Jay mówiłem ci, że już nie mamy syna? Tak, teraz jestem tego pewien. To zwykły ćpun i szmata. Nie chcę go znać, tak nam zniszczy reputację, że stracimy wszystko! – wykrzyczał mój ojciec i wybiegł z domu.
Widziałem i słyszałem wszystko. Nie mogłem w to uwierzyć, co się stało. To z pewnością mnie przerasta.
Moi przyjaciele wiedzieli moją minę. Podeszli i przytulili mnie. Tak, to teraz było to, czego na prawdę potrzebowałem. Miłości. Trudno, że otrzymywałem ją od przyjaciół, a nie od rodziców. Ale to znaczyło dla mnie wiele. Nie potrzebowałem narkotyków. Po prostu, potrzebowałem ich.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz