niedziela, 5 stycznia 2014

Rozdział siódmy



Rozdział siódmy
Minęły dwa miesiące.
Przez ten czas wiele się zmieniło. Teraz dopiero odkryłem, jak narkotyki zmieniają życie. Tak, byłem uzależniony i byłem tego świadomy. Nauka nie wychodziła mi. Dostawałem co raz gorsze stopnie. Zobaczyłem, że szkoła nie była mi potrzebna. Po za tym wywalili mnie za niskie oceny. Po prostu. Narkotyki tak rozwaliły mi mózg, że nie potrafiłem już tak sprawnie myśleć. Jednak nie tylko to się zmieniło. Przez cały ten czas nic nie jadłem. Zrobiłem się słaby i chudy. Nie miałem na nic sił. Kiedy patrzyłem na jedzenie miałem odruchy wymiotne. Nie wiem dlaczego. W sumie to prawie cały czas czułem się najedzony. Żywiłem się powietrzem. Prócz tego straciłem swoich przyjaciół. To znaczy myślałem, że są moimi przyjaciółmi. Widząc, jak się staczam nie pomogli mi. Odeszli ode mnie. Tylko Niall i Zain zostali przy mnie. Byłem im bardzo wdzięczny. Jeżeli chodzi o moich rodziców to prawie przez cały czas nie odzywaliśmy się do siebie. W sumie to nic nowego. I tak nie było ich całymi dniami i nocami w domu. A kiedy byli to udawali, że mnie nie widzą. Miałem wrażenie, że byli jakby obrażeni. Miałem to gdzieś. I tak zanim się dowiedzieli o tym, że jestem gejem nie interesowali się mną.
Myślę, że można było dostrzec zmiany, które zaszły w moim zachowaniu. Stawałem się co raz bardziej zamknięty. Nie potrafiłem już z nikim rozmawiać. Nawet na głupie tematy. Byłem niedokładny, nie starałem się. Po prostu. Wyglądałem na smutnego, zgaszonego dzieciaka, który ostro dostał po tyłku.
Wydaje mi się, że mój wygląd zmienił się najbardziej. Ciało nie miało już tak ładnego koloru. Jedzenie surowych marchewek powodowało, że moja skóra zdobywała pięknej, brązowej barwy. Przez brak jedzenia i dostarczania cennych składników, moja skóra była blada, sucha i straciła swoją elastyczność. Nie miałem, aż tak wyrzeźbionego ciała, jak kiedyś. Nie dbałem o siebie. Moje nogi i ręce stawały się coraz chudsze. Włosy zaczęły powoli wypadać. Nie były mocne, jak kiedyś. Straciły swój piękny, brązowy kolor. Moje oczy  nie wyglądały na radosne. Wręcz przeciwnie. Można było z nich wyczytać smutek, zmęczenie i niechęć do życia.
Ujmując to wszystko w jednym zdaniu. Od czasu zażywania narkotyków cholernie się zmieniłem.
Nie mogłem przestać bez nich żyć. Były mi potrzebne. Codziennie pochłaniałem jedną torebkę. Miałem na to kasę. W końcu byłem chyba najbogatszy w tym mieście. Kupowałem co jakiś czas więcej i więcej. Zamykałem je w metalowej skrzynce na zamek. Nikt nie mógł jej otworzyć, tylko ja. Wychodząc z pokoju zamykałem go na klucz. Nie chciałem, bo ktoś mi grzebał.
Nieoczekiwanie zadzwonił telefon. To był Zain.
-Hej, możemy dzisiaj do ciebie wpaść z Niallem? – zapytał się.
-Pewnie, wpadajcie – ucieszyłem się.
-Ok, to będziemy za 10 min – powiedział.
-Jasne, czekam – odrzekłem i pobiegłem do pokoju.
Tak jak myślałem. Moi przyjaciele, jak mnie zobaczyli przestraszyli się mnie. Sam muszę przyznać, że wyglądałem strasznie. Nie chciałem z nimi o tym gadać, ale wiedziałem, że będą naciskali.
-Boże Louis! W jakim ty jesteś stanie – wydusił z siebie Niall. Zain w cale się nie odzywał. Chyba w środku przeżywał szok. Szok, jakiego doznał, gdy mnie zobaczył.
-Wiem, że strasznie – powiedziałem i zrobiłem fałszywy uśmiech. Chciałem choć trochę rozluźnić sytuację. Jednak nie udało mi się – wiem Niall. Ale to wszystko przez narkotyki! – wybuchnąłem i z moich oczu zaczęły wypływać łzy.
-Louis uspokój się! – Zain odezwał się. Były to chyba jego pierwsze słowa – posłuchaj – ciągnął- to, że twoi rodzice nie widzą w jakim jesteś stanie, w cale nie oznacza, że my tego nie widzimy. Nie mogę patrzeć, jak się marnujesz. Nie długo tak się stoczysz, że w ogóle się nie pozbierać. Zabijesz się! Nie, Niall – zwrócił się do niego- nie możemy na to pozwolić. Lou musisz iść na terapię.
Terapia. Słowo, którego tak bardzo nienawidziłem. Kojarzyło mi się tylko z psychiatrą. Osobą, która zajmowała się nienormalnymi, chorymi psychicznie ludźmi. Ja taki nie byłem, ale chyba okłamywałem sam siebie. Nie byłem do końca świadomy, w jakiej ciężkiej sytuacji teraz jestem. Jak bardzo się stoczyłem. Jak moje życie nie nabierało już w ogóle sensu. To  było przykre. Chociaż największy ból sprawiała myśl, że moi rodzice tego nie zauważają. Pozwalają mi błądzić. Nie reagują na to, co się ze mną dzieje. A ten stan nie trwał przecież krótko. Może i zauważyli, że schudłem, że nie mam już tyle siły, ale nie przejmowali się tym. Pewnie ich wymówkami było ,,Tak zauważyłam, że Lou schudł. Na pewno dlatego, że trenuje, albo coś. I w ogóle nie je tych niezdrowych rzeczy w domu. Jestem pewna, że woli coś zdrowszego.’’ Każdy głupi zauważyłby, jak bardzo się zmieniłem, ale na gorsze. A rodzice, którzy są teraz ścianę dalej, nadal mnie nie widzą. Zastanawiam się, co musiałbym zrobić, by w końcu zostać przez nich zauważony.
To był okres mojego życia, w którym narkotyki stanowiły nieodłączny element całej układanki. Można powiedzieć, że są, jak puzzel. Kiedy ich nie było obrazek nie miał sensu. Nie był wykończony.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz