Rozdział siódmy
Minęły dwa miesiące.
Przez ten czas wiele się zmieniło. Teraz dopiero odkryłem,
jak narkotyki zmieniają życie. Tak, byłem uzależniony i byłem tego świadomy.
Nauka nie wychodziła mi. Dostawałem co raz gorsze stopnie. Zobaczyłem, że
szkoła nie była mi potrzebna. Po za tym wywalili mnie za niskie oceny. Po
prostu. Narkotyki tak rozwaliły mi mózg, że nie potrafiłem już tak sprawnie
myśleć. Jednak nie tylko to się zmieniło. Przez cały ten czas nic nie jadłem.
Zrobiłem się słaby i chudy. Nie miałem na nic sił. Kiedy patrzyłem na jedzenie
miałem odruchy wymiotne. Nie wiem dlaczego. W sumie to prawie cały czas czułem
się najedzony. Żywiłem się powietrzem. Prócz tego straciłem swoich przyjaciół.
To znaczy myślałem, że są moimi przyjaciółmi. Widząc, jak się staczam nie
pomogli mi. Odeszli ode mnie. Tylko Niall i Zain zostali przy mnie. Byłem im
bardzo wdzięczny. Jeżeli chodzi o moich rodziców to prawie przez cały czas nie
odzywaliśmy się do siebie. W sumie to nic nowego. I tak nie było ich całymi
dniami i nocami w domu. A kiedy byli to udawali, że mnie nie widzą. Miałem
wrażenie, że byli jakby obrażeni. Miałem to gdzieś. I tak zanim się dowiedzieli
o tym, że jestem gejem nie interesowali się mną.
Myślę, że można było dostrzec zmiany, które zaszły w moim
zachowaniu. Stawałem się co raz bardziej zamknięty. Nie potrafiłem już z nikim
rozmawiać. Nawet na głupie tematy. Byłem niedokładny, nie starałem się. Po
prostu. Wyglądałem na smutnego, zgaszonego dzieciaka, który ostro dostał po
tyłku.
Wydaje mi się, że mój wygląd zmienił się najbardziej. Ciało
nie miało już tak ładnego koloru. Jedzenie surowych marchewek powodowało, że
moja skóra zdobywała pięknej, brązowej barwy. Przez brak jedzenia i
dostarczania cennych składników, moja skóra była blada, sucha i straciła swoją
elastyczność. Nie miałem, aż tak wyrzeźbionego ciała, jak kiedyś. Nie dbałem o
siebie. Moje nogi i ręce stawały się coraz chudsze. Włosy zaczęły powoli
wypadać. Nie były mocne, jak kiedyś. Straciły swój piękny, brązowy kolor. Moje
oczy nie wyglądały na radosne. Wręcz
przeciwnie. Można było z nich wyczytać smutek, zmęczenie i niechęć do życia.
Ujmując to wszystko w jednym zdaniu. Od czasu zażywania
narkotyków cholernie się zmieniłem.
Nie mogłem przestać bez nich żyć. Były mi potrzebne.
Codziennie pochłaniałem jedną torebkę. Miałem na to kasę. W końcu byłem chyba
najbogatszy w tym mieście. Kupowałem co jakiś czas więcej i więcej. Zamykałem
je w metalowej skrzynce na zamek. Nikt nie mógł jej otworzyć, tylko ja.
Wychodząc z pokoju zamykałem go na klucz. Nie chciałem, bo ktoś mi grzebał.
Nieoczekiwanie zadzwonił telefon. To był Zain.
-Hej, możemy dzisiaj do ciebie wpaść z Niallem? – zapytał
się.
-Pewnie, wpadajcie – ucieszyłem się.
-Ok, to będziemy za 10 min – powiedział.
-Jasne, czekam – odrzekłem i pobiegłem do pokoju.
Tak jak myślałem. Moi przyjaciele, jak mnie zobaczyli
przestraszyli się mnie. Sam muszę przyznać, że wyglądałem strasznie. Nie
chciałem z nimi o tym gadać, ale wiedziałem, że będą naciskali.
-Boże Louis! W jakim ty jesteś stanie – wydusił z siebie
Niall. Zain w cale się nie odzywał. Chyba w środku przeżywał szok. Szok, jakiego
doznał, gdy mnie zobaczył.
-Wiem, że strasznie – powiedziałem i zrobiłem fałszywy
uśmiech. Chciałem choć trochę rozluźnić sytuację. Jednak nie udało mi się –
wiem Niall. Ale to wszystko przez narkotyki! – wybuchnąłem i z moich oczu
zaczęły wypływać łzy.
-Louis uspokój się! – Zain odezwał się. Były to chyba jego
pierwsze słowa – posłuchaj – ciągnął- to, że twoi rodzice nie widzą w jakim
jesteś stanie, w cale nie oznacza, że my tego nie widzimy. Nie mogę patrzeć,
jak się marnujesz. Nie długo tak się stoczysz, że w ogóle się nie pozbierać.
Zabijesz się! Nie, Niall – zwrócił się do niego- nie możemy na to pozwolić. Lou
musisz iść na terapię.
Terapia. Słowo, którego tak bardzo nienawidziłem. Kojarzyło
mi się tylko z psychiatrą. Osobą, która zajmowała się nienormalnymi, chorymi
psychicznie ludźmi. Ja taki nie byłem, ale chyba okłamywałem sam siebie. Nie
byłem do końca świadomy, w jakiej ciężkiej sytuacji teraz jestem. Jak bardzo
się stoczyłem. Jak moje życie nie nabierało już w ogóle sensu. To było przykre. Chociaż największy ból
sprawiała myśl, że moi rodzice tego nie zauważają. Pozwalają mi błądzić. Nie
reagują na to, co się ze mną dzieje. A ten stan nie trwał przecież krótko. Może
i zauważyli, że schudłem, że nie mam już tyle siły, ale nie przejmowali się
tym. Pewnie ich wymówkami było ,,Tak zauważyłam, że Lou schudł. Na pewno
dlatego, że trenuje, albo coś. I w ogóle nie je tych niezdrowych rzeczy w domu.
Jestem pewna, że woli coś zdrowszego.’’ Każdy głupi zauważyłby, jak bardzo się
zmieniłem, ale na gorsze. A rodzice, którzy są teraz ścianę dalej, nadal mnie
nie widzą. Zastanawiam się, co musiałbym zrobić, by w końcu zostać przez nich
zauważony.
To był okres mojego życia, w którym narkotyki stanowiły
nieodłączny element całej układanki. Można powiedzieć, że są, jak puzzel. Kiedy
ich nie było obrazek nie miał sensu. Nie był wykończony.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz