niedziela, 5 stycznia 2014

Rozdział dwunasty



Rozdział dwunasty
Zbliżał się dzień moich urodzin. Jest to moment, na który czekałem cały rok. Nie wiem, czy Niall i Zain o tym pamiętali. Wprawdzie coś tam im wspominałem, ale nie wiem czy pamiętali.
Dzień, jak dzień. Obudziłem się wraz z lokatorami. Zjedliśmy wspólnie śniadanie, a potem poszliśmy do szkoły. Nie chwaliłem się, że mam urodziny. Nie jestem taki. Jednak część moich dobrych znajomych pamiętała o tym. Fajnie, że nie tylko na Nialla i Zaina mogę liczyć. Zastanawiałem się jednak, czy naprawdę im na mnie zależy. W końcu wtedy, kiedy potrzebowałem ich najbardziej zostawili mnie. A kiedy zobaczyli, że wracam na właściwą, lepszą drogę znów zaczęło im na mnie zależeć. Pewnie dlatego, że byłem takim bankomatem. Kiedy ktoś chciał kasę na batona, czy picie zawsze dawałem i przymrużałem na to oko. Teraz nie wiem, czy dla nich jestem kimś ważnym, czy nie.
Nialla i Zaina w ogóle dziś nie widziałem. A no tak. Mieli dzisiaj coś załatwić w sprawie mieszkania. Przedłuż umowę, czy coś. Kiedy pomyślałem o tym, to uśmiech znów zagościł we mnie. Wiedziałem, że mnie nigdy nie zostawią i nigdy mnie nie okłamią.
Wróciłem do naszego mieszkania. Było wspólne. Miałem w prawdzie swój dom, ale czułem, że to moje miejsce. Czułem się w nim bezpiecznie. Dokładałem do rachunków, robiłem zakupy. Byłem odpowiedzialny za naszą trójkę.
Usiadłem na kanapie. Pomyślałem, że chętnie zjem pizzę. Chwyciłem więc za telefon i zamówiłem margarittę. Mniam!
Kiedy całą już zjadłem, położyłem się na kanapie i włączyłem telewizor. Leciał właśnie jakiś fajny mecz.
- O fajnie! – pomyślałem. Chwilę relaksu przerwał mój dzwonek telefonu. Tak, jak myślałem. Był to Zain.
- Tęskniłeś? – były to pierwsze słowa, które padły z jego ust.
- Nawet nie wiesz jak bardzo – powiedziałem ze śmiechem w głosie.
- Słuchaj masz ochotę przyjść do nas? Właśnie wybieramy nowe łóżko dla naszej trójcy. Nie ukrywam, przydasz się. Niall w ogóle nie ma gustu, a ja nie mogę się zdecydować – rzekł z radością i podekscytowaniem.
- Jasne, gdzie?
- Tower Street 10, czekamy! – krzyknął i się rozłączył.
Zdziwiłem się, bo znałem to miejsce. Chodziłem tam często na spacery. To nie daleko z tąd. Nie pamiętam, by był tam jakiś sklep z meblami. Z tego, co sobie przypominam, to ładne, małe domki. Co mi szkodzi – pomyślałem. Założyłem fajne ciuchy i wyszedłem. Miałem przeczucie, że coś się szykuje.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz