Rozdział dwunasty
Zbliżał się dzień moich urodzin. Jest to moment, na który
czekałem cały rok. Nie wiem, czy Niall i Zain o tym pamiętali. Wprawdzie coś
tam im wspominałem, ale nie wiem czy pamiętali.
Dzień, jak dzień. Obudziłem się wraz z lokatorami. Zjedliśmy
wspólnie śniadanie, a potem poszliśmy do szkoły. Nie chwaliłem się, że mam
urodziny. Nie jestem taki. Jednak część moich dobrych znajomych pamiętała o
tym. Fajnie, że nie tylko na Nialla i Zaina mogę liczyć. Zastanawiałem się
jednak, czy naprawdę im na mnie zależy. W końcu wtedy, kiedy potrzebowałem ich
najbardziej zostawili mnie. A kiedy zobaczyli, że wracam na właściwą, lepszą
drogę znów zaczęło im na mnie zależeć. Pewnie dlatego, że byłem takim
bankomatem. Kiedy ktoś chciał kasę na batona, czy picie zawsze dawałem i
przymrużałem na to oko. Teraz nie wiem, czy dla nich jestem kimś ważnym, czy
nie.
Nialla i Zaina w ogóle dziś nie widziałem. A no tak. Mieli
dzisiaj coś załatwić w sprawie mieszkania. Przedłuż umowę, czy coś. Kiedy
pomyślałem o tym, to uśmiech znów zagościł we mnie. Wiedziałem, że mnie nigdy
nie zostawią i nigdy mnie nie okłamią.
Wróciłem do naszego mieszkania. Było wspólne. Miałem w
prawdzie swój dom, ale czułem, że to moje miejsce. Czułem się w nim
bezpiecznie. Dokładałem do rachunków, robiłem zakupy. Byłem odpowiedzialny za
naszą trójkę.
Usiadłem na kanapie. Pomyślałem, że chętnie zjem pizzę.
Chwyciłem więc za telefon i zamówiłem margarittę. Mniam!
Kiedy całą już zjadłem, położyłem się na kanapie i włączyłem
telewizor. Leciał właśnie jakiś fajny mecz.
- O fajnie! – pomyślałem. Chwilę relaksu przerwał mój
dzwonek telefonu. Tak, jak myślałem. Był to Zain.
- Tęskniłeś? – były to pierwsze słowa, które padły z jego
ust.
- Nawet nie wiesz jak bardzo – powiedziałem ze śmiechem w
głosie.
- Słuchaj masz ochotę przyjść do nas? Właśnie wybieramy nowe
łóżko dla naszej trójcy. Nie ukrywam, przydasz się. Niall w ogóle nie ma gustu,
a ja nie mogę się zdecydować – rzekł z radością i podekscytowaniem.
- Jasne, gdzie?
- Tower Street 10, czekamy! – krzyknął i się rozłączył.
Zdziwiłem się, bo znałem to miejsce. Chodziłem tam często na
spacery. To nie daleko z tąd. Nie pamiętam, by był tam jakiś sklep z meblami. Z
tego, co sobie przypominam, to ładne, małe domki. Co mi szkodzi – pomyślałem.
Założyłem fajne ciuchy i wyszedłem. Miałem przeczucie, że coś się szykuje.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz