niedziela, 5 stycznia 2014

Rozdział czternasty

Hej, jeśli chodzi o te sceny to nie mam za dużego doświadczenia, ale myślę, że nie jest najgorzej. Oceńcie sami.


Rozdział czternasty
Uwaga! Rozdział +18. Nie jest taki drastyczny, ale wolę uprzedzić.
Oboje tak bardzo chcieliśmy to zrobić. Od momentu spotkania się w klubie coś między nami zaiskrzyło. To było prawdziwe.
Rozmawialiśmy o nas w łóżku. O naszym życiu, znajomych. Harry dowiedział się o mnie wszystkiego. Nigdy przed nikim tak się nie otworzyłem. Ufałem mu najbardziej na świecie. Ja też sporo się o nim dowiedziałem. Wiem, że też myślał, że jest bi, a był w sercu gejem. Ma za to kochającą rodzinę. Naprawdę zależ im na nim. To smutne. On znalazł w swoich rodzicach choć trochę empatii. Nie byli źli na niego, że ,,lubi’’ chłopców. Wręcz przeciwnie. Cieszyli się, że mu ufa, że im powiedział. On tez dusił w sobie to długo. W końcu całe życie. Ale odważył się i u niego to zaprocentowało. U mnie niestety nie.
Stawaliśmy się sobie co raz bliżsi. Rozumieliśmy się nawzajem. To z pewnością była moja bratnia dusza. On dowiedziawszy się o moim ojcu, co mi zrobił nie mógł tego słuchać. Łzy z żalu spływały mu po policzkach. Był wrażliwy, zupełnie tak jak ja.
Nasze oczy spotkały się. Nie mogliśmy ich od siebie oderwać. Był taki piękny i seksowny. Jedyne na co miałem teraz ochotę to pierwszy raz z kimś kogo naprawdę kocham, a nie z przymusu. Zauważyłem, że on tez tego bardzo pragnie. Nagle jego dłoń przebrnęła po moim policzku. Zaczęła odgarniać moje włosy, a on przysunął się do mnie i mnie pocałował. Byłem w siódmym niebie. Chciałem mu się odwdzięczyć. Zanurzyłem swoje dłonie w jego lokach. Tak jak myślałem, w dotyku były takie miękkie i miłe. Złączyłem nasze usta w długim, słodkim pocałunku. Harry dorwał się do mojej bluzki. Zaczął ja zdejmować. Zrobiłem to samo. On widząc, że na mojej klatce widnieją jeszcze małe siniaki posmutniał trochę. Ale nie przestawał działać. Dotykał je. Sprawiało mi to trochę ból, ale jednocześnie jego dłonie go ukajały. Dorwał się do mojego torsu. Pieścił go, całował. Pozostawiał małe malinki, które wyglądały uroczo. Z pewnością, to on dominował. Pomyślałem, że jak tak bardzo chce to niech pierwszy się wykaże. Jego ręce schłodziły co raz niżej. Zaczął zdejmować moje spodnie. Zrobił to jednym, stanowczym ruchem. Oczom Harrego ukazały się bokserki w małe misie. Uśmiechnął się tylko. Zawstydziłem się trochę i nagle nie wiem kiedy byłem bez majtek. Nie wiem, jak on to szybko robi. To było zaskakujące. Harry zauważył, że mój członek był nabrzmiały. Wykorzystał to. Chwycił go i zaczął poruszać w górę i w dół. Z pewnością to było przyjemne. Można było usłyszeć tylko moje krzyki: ,,Harry, jak mi dobrze! Zaraz dojdę, Harry!’’ Nigdy tak się nie czułem. Fala przyjemności właśnie mnie zalała. On to wykorzystał. Przyspieszył tempo. Doszedłem. Świadomość, że po raz pierwszy w moim życiu (nie licząc gwałtu, bo dla mnie to nie był mój pierwszy raz) doszedłem w jego dłoniach rozpierało mi piersi. Tak się z tego cieszyłem. Harry zaczął zlizywać biały płyn z rąk i dorwał się do niego. Ssał go powoli, ostrożnie. To było bardzo miłe doświadczenie.
Po tym, jak trochę ochłonąłem wziąłem się za Harrego. Nałożyłem na palce żel. Nie raz widziałem, jak chłopacy to robili. Powtórzę to samo, na nim. Postanowiłem, że zachwycę i zaskoczę mojego chłopaka. Kazałem położyć mu się na plecach. Sam przysunąłem się do niego bliżej. Rozszerzyłem jego nogi , widać że to mu się podobało. Wsunąłem do niego jeden palec. On tylko pisnął z rozkoszy. Był bardzo spięty. Dało się to wyczuć. Powiedziałem, żeby trochę się rozluźnił, bo daleko nie zajedziemy. Widząc, że był już trochę rozciągnięty wsadziłem kolejny. Harry jeszcze głośniej pisnął. Zaczął krzyczeć moje imię. Widocznie robiłem to dobrze, fajnie. Skrzyżowałem w nim dwa palce i robiłem miejsce na kolejny. Udało się. Moje trzy palce właśnie znajdowały się wewnątrz mojego chłopaka. Sprawiało mu to ogromną przyjemność. Cieszyło mnie to.
Gdy był już bardzo rozciągnięty, założyłem w razie czego prezerwatywę na mojego członka i wszedłem w niego. Tak krzyknął, że aż sam się przestraszyłem. Musiałem poszukać u niego tego wrażliwego punktu. Domyśliłem się gdzie może się znajdować. Nie myliłem się. Trafiłem w dziesiątkę. Za pierwszym razem pchnąłem, a on tak zajęczał, jak nigdy.
- Luo! Jeszcze, jeszcze…. – wykrzyczał.
Zrobiłem to raz i drugi, i kolejny. Kiedy naprawdę nie miał już sił, postanowiłem, że zakończę. Pchnąłem w niego ostatni, mocny raz i wyjąłem mojego penisa na wolność.
Upadliśmy obaj na pościel. Wtuliłem się w jego piękny, gorący tors i usnęliśmy.

Rozdział trzynasty



Rozdział trzynasty
Zbliżałem się. Tak jak myślałem. Wybieranie nowego łóżka to był pretekst. Widziałem z daleka, że żadnego sklepu z meblami tam nie ma.  Moi przyjaciele mnie oszukali. Może po prostu chcieli mnie wyciągnąć, a nie wiedzieli jak to zrobić? Nie byłem na nich zły.
Zobaczyłem numerek na drzwiach. Tak, to tutaj – pomyślałem. Nacisnąłem dzwonek, jednak nikt mi nie otwierał. Próbowałem jeszcze raz. Zacząłem nawet walić w drzwi. Niestety, to też nie poskutkowało. Pewnie chcą mi zrobić jakiś kawał - powiedziałem sam do siebie. No cóż, raz kozi śmierć. Nacisnąłem klamkę. Tak jak się spodziewałem. Drzwi były otwarte. Wsunąłem lekko głowę do przodu i zobaczyłem ciemność. Nic nie mogłem zauważyć. Zapaliłem światło. Nagle kupa ludzi wyskoczyła z różnych pokoi. Usłyszałem krzyki i wesołe śpiewanie - ,,Happy Birthday Louis!’’.
Strasznie się wzruszyłem. Nigdy nikt mi nie zrobił takiej niespodzianki. Wiedziałem, że za tym wszystkim na pewno stoją Niall i Zain. Tak, z pewnością to najlepsi przyjaciele pod słońcem.
Podziękowałem wszystkim za życzenia. Kiedy mój ostatni prezent trafiał do moich rąk, nagle poczułem, że ktoś zawiązuje mi chustkę wokół oczu. Znowu zobaczyłem ciemność. Moi znajomi złapali mnie za ręce i zaprowadzili do salonu. Na mojej twarzy malował się co raz większy uśmiech. Usłyszałem ,,Lou jesteś gotowy? Uwaga, raz, dwa, trzy!’’. Przed sobą zobaczyłem Nialla i Zaina, a obok nich ogromny tort. Nie wiedziałem, co mam powiedzieć. Przecież moje słowa nie wyrażą tego wszystkiego, co dzieje się ze mną w środku. Był to pierwszy dzień w moim życiu, w którym poczułem się naprawdę szczęśliwy. Nawet takich urodzin nie mógłbym sobie wyobrazić. Było cudownie!
Minęła może godzina. Ten czas strasznie szybko leciał. Na mojej twarzy widniał ogromny, szczery uśmiech. Dzisiejszego wieczoru w ogóle mnie nie opuszczał. Myślałem, że impreza rozkręciła się na dobre. Było bardzo dużo alkoholu, jedzenia i ludzi. Ale moi przyjaciele nie chcieli skończyć mnie zaskakiwać. Powiedzieli, że ktoś na mnie czeka. Nie mogłem wymyślić o kogo chodzi. Bez zastanowienia zaprowadzili mnie na górę, do sypiali. Otwierając drzwi spostrzegłem, że tam ktoś jest.
- O cholera! – krzyknąłem z wrażenia. Tak, to był ten chłopak z klubu. Ten, który miał nieziemsko piękne loki. Ten sam, który się do mnie uśmiechnął.
- No to zostawimy was samych. Macie całą noc dla siebie – usłyszałem słowa Zaina i po chwili trzask drzwi.
- Co ty tu robisz? – zapytałem i jeszcze nie mogłem w to uwierzyć, że wreszcie mogę go poznać.
- Posłuchaj. Tamtego wieczoru kiedy cię zobaczyłem, coś się ze mną stało. Wiem, że widziałem cię pierwszy raz w życiu, ale nie mogłem o tobie zapomnieć. Cały czas myślałem o twojej posiniaczonej twarzy. Widzę, że teraz jest lepiej. To dobrze. Nie dawałeś mi spokoju. Zacząłem cię szukać. Co wieczór chodziłem do tego klubu, by wreszcie cię spotkać. Jednak nie udało mi się. Wczoraj byli ci dwaj twoi przyjaciele na imprezie. Podeszli i się zapytali, czy jestem tym loczkiem z twoich opowiadań. Pomyślałem, tak to ty. Więc dzisiaj przyszedłem. W jednym zdaniu. Louis chyba się w tobie zakochałem.
Boże – pomyślałem. To wszystko, co on powiedział i jak powiedział było niesamowite. Doszedłem do wniosku, że ja chyba czuję do niego to samo. Uśmiechnąłem się do niego i powiedziałem:
- Ja chyba w tobie też, loczku
-  jestem Harry, ale loczek też może być – powiedział – Chodź, usiądź koło mnie.
Zaczęliśmy rozmawiać. Godziny tak szybko mijały. Czułem do niego coś innego, niż do Nialla i Zaina. Z pewnością to było coś więcej. Harry, to takie słodkie imię. Naprawdę do niego pasuje. Czas mijał, a my nie mogliśmy się sobą nacieszyć. Poczułem, że to moja druga połówka. Z pewnością, był to najlepszy wieczór w moim życiu, a szykowało się na coś jeszcze lepszego…

Rozdział dwunasty



Rozdział dwunasty
Zbliżał się dzień moich urodzin. Jest to moment, na który czekałem cały rok. Nie wiem, czy Niall i Zain o tym pamiętali. Wprawdzie coś tam im wspominałem, ale nie wiem czy pamiętali.
Dzień, jak dzień. Obudziłem się wraz z lokatorami. Zjedliśmy wspólnie śniadanie, a potem poszliśmy do szkoły. Nie chwaliłem się, że mam urodziny. Nie jestem taki. Jednak część moich dobrych znajomych pamiętała o tym. Fajnie, że nie tylko na Nialla i Zaina mogę liczyć. Zastanawiałem się jednak, czy naprawdę im na mnie zależy. W końcu wtedy, kiedy potrzebowałem ich najbardziej zostawili mnie. A kiedy zobaczyli, że wracam na właściwą, lepszą drogę znów zaczęło im na mnie zależeć. Pewnie dlatego, że byłem takim bankomatem. Kiedy ktoś chciał kasę na batona, czy picie zawsze dawałem i przymrużałem na to oko. Teraz nie wiem, czy dla nich jestem kimś ważnym, czy nie.
Nialla i Zaina w ogóle dziś nie widziałem. A no tak. Mieli dzisiaj coś załatwić w sprawie mieszkania. Przedłuż umowę, czy coś. Kiedy pomyślałem o tym, to uśmiech znów zagościł we mnie. Wiedziałem, że mnie nigdy nie zostawią i nigdy mnie nie okłamią.
Wróciłem do naszego mieszkania. Było wspólne. Miałem w prawdzie swój dom, ale czułem, że to moje miejsce. Czułem się w nim bezpiecznie. Dokładałem do rachunków, robiłem zakupy. Byłem odpowiedzialny za naszą trójkę.
Usiadłem na kanapie. Pomyślałem, że chętnie zjem pizzę. Chwyciłem więc za telefon i zamówiłem margarittę. Mniam!
Kiedy całą już zjadłem, położyłem się na kanapie i włączyłem telewizor. Leciał właśnie jakiś fajny mecz.
- O fajnie! – pomyślałem. Chwilę relaksu przerwał mój dzwonek telefonu. Tak, jak myślałem. Był to Zain.
- Tęskniłeś? – były to pierwsze słowa, które padły z jego ust.
- Nawet nie wiesz jak bardzo – powiedziałem ze śmiechem w głosie.
- Słuchaj masz ochotę przyjść do nas? Właśnie wybieramy nowe łóżko dla naszej trójcy. Nie ukrywam, przydasz się. Niall w ogóle nie ma gustu, a ja nie mogę się zdecydować – rzekł z radością i podekscytowaniem.
- Jasne, gdzie?
- Tower Street 10, czekamy! – krzyknął i się rozłączył.
Zdziwiłem się, bo znałem to miejsce. Chodziłem tam często na spacery. To nie daleko z tąd. Nie pamiętam, by był tam jakiś sklep z meblami. Z tego, co sobie przypominam, to ładne, małe domki. Co mi szkodzi – pomyślałem. Założyłem fajne ciuchy i wyszedłem. Miałem przeczucie, że coś się szykuje.